*

O zorganizowaniu tych warsztatów marzyłyśmy naprawdę długo. Chęci, marzenia, wyobrażenia wymieszane były z obawami, lękiem, niepewnością i świadomością, że chcemy zrobić coś naprawdę dużego zupełnie same. Chciałyśmy dopracować wszystko w najmniejszym szczególe, zaopiekować się każdą uczestniczką i dopieścić ją najlepiej, jak potrafimy, i wiecie co?

Porwałyśmy się na to i udało się!

Kolejny raz życie pokazało nam, że jeśli czegoś bardzo chcemy, jeśli poświęcimy się temu bez granic, to cały świat pomoże nam w realizacji tego marzenia. I tak na naszej drodze zaczęły pojawiać się anioły –ludzie, którzy zrozumieli naszą misję i mieli swój wkład w to wyjątkowe przedsięwzięcie. Zaczęło się odzupełnie niesamowitej Pani Ani z hotelu i spa „Miód Lawenda”, która nas mobilizowała, pomagała nam i przeprowadziła nas za rękę przez wszystkie zakręty napotkane po drodze, a naszymi warsztatowymi dziewczynami opiekowała się tak, że lepiej nie mogłybyśmy sobie tego wymarzyć. Byli też wspaniali sponsorzy – po poznaniu naszej historii, naszego zamysłu, zechcieli bez wahania umilić uczestniczkom ten weekend. I, oczywiście, były i są także Dziewczyny, nasze odnalezione siostry, narodzone na nowo w lipcu tego roku.

*

Chcemy się Wami zaopiekować

*

Zacznijmy od początku – będzie Wam łatwiej to wszystko sobie wyobrazić. Warsztaty zaczęły się w piątek późnym popołudniem. Dziewczyny miały zacząć przybywać do nas od 16:00, więc bardzo chciałyśmy zdążyć z przygotowaniem pokoi przed ich pojawieniem się. Na każdą z uczestniczek czekały na łóżku: skierowany tylko do niej list, harmonogram i kwiatek. Bardzo zależało nam na tym, by wszystkie od samego początku poczuły się wyjątkowo.

*
*

Z ekscytacją i pyszną kawą czekałyśmy na kolejne uczestniczki w recepcji. Dziewczyny zjeżdżały się z całej Polski – był Poznań, były Katowice, Kraków, Warszawa czy nawet Bytom – dlatego wspaniałomyślna Pani Ania czekała na te wszystkie puste po długiej podróży brzuchy z pysznym, ciepłym obiadem. Po posiłku Dziewczyny aklimatyzowały się w pokojach, zapoznawały z pozostałymi uczestniczkami i szykowały na krótkie spotkanie integracyjne. W okolicach godziny 18:00 spotkałyśmy się wszystkie w sali konferencyjnej. Przygotowałyśmy kilka zabaw, które pozwoliły nam się lepiej poznać. Nie byłybyśmy sobą, gdyby obyło się bez chochlików… 🙂

Po tej krótkiej integracji w dobrych humorach ruszyłyśmy do altanki na grilla. Tam czekały już na nas pyszne marynowane mięsa, chrupiące sałaty, grillowane warzywa czy nawet hummus z czarnuszką. Przyszedł wspaniały, magiczny czas pierwszych szczerych rozmów, wymiany doświadczeń, opowiadania historii. Słońce schodziło coraz niżej, robiło się coraz ciemniej, a światło świec i małych lampeczek nadawało wszystkiemu niepowtarzalnego klimatu, jeszcze bardziej zbliżając nas do siebie. Obok altanki czekały nadmuchiwane wiatrem fotele (w sam raz do leniuchowania) oraz nasza wierna towarzyszka – pompowana biedronka Stefania, oferująca swój miękki odwłok tym, którzy chcieli poleżakować na trawie. Tego wieczoru zawiązało się wiele ciepłych relacji – mamy nadzieję, że przetrwają lata.
*

.

*

„Zacznijmy dziś wszystko od nowa”

*

Sobota! Cóż to był za długi i pełen emocji dzień! Zaczęłyśmy rano śniadaniem. Choć część Dziewczyn przyznała nam się, że w nocy rozmawiały do późna, to wszystkie były wypoczęte i gotowe chłonąć wiedzę. Zaraz po śniadaniu przeniosłyśmy się do sali konferencyjnej, gdzie dołączyła do nas pełna ciepła Asia z Another Story Photography, która uwieczniła nazdjęciach sobotnią część warsztatów. Nie byłybyśmy sobą, gdybyśmy nie zaczęły od wręczenia uczestniczkom przygotowanych niespodzianek.

*
*
Warto tu wspomnieć, że gdy zakładałyśmy Akademię, potrzebowałyśmy solidnego wsparcia organizacyjnego. Gdy trafiłyśmy na Madamy wiedziałyśmy, że to strzał w dziesiątkę. Kupiłyśmy te plannery i nasza miłość do nich (taka od pierwszego wrażenia) tylko się pogłębiała – przejrzystość, afiliacja, pielęgnacja celu, miejsce i na coś dla ciała, i na coś dla ducha, motywujące cytaty, a to wszystko okraszone pięknymi pastelowymi grafikami – przepadłyśmy. W związku z tym, że same używamy tych plannerów i wiemy, można dzięki nim spiąć w możliwą do ogarnięcia całość masę obowiązków i jeszcze do tego zyskać czas dla siebie, zamarzyłyśmy o tym, żeby nasze warsztatowiczki również miały takie wsparcie. Wiecie – tyle nowych wiadomości, zmiana diety, trybu życia, włączenie aktywności fizycznej, suplementacji i tak dalej… Zdawałyśmy sobie sprawę, że niełatwo będzie to wszystko szybko ogarnąć. Dlatego gdy wspaniałe Madamy odpisały nam, że z wielką radością wesprą nasze warsztaty i każda uczestniczka dostanie w prezencie swój własny egzemplarz plannera, nie posiadałyśmy się z radości. W imieniu swoim i Dziewczyn – dziękujemy raz jeszcze!
A wiecie, co mówią badania? 🙂 Że to, co zapisane, ma większe prawdopodobieństwo spełnienia niż to, co tylko pomyślane. Dzięki tej wiedzy mamy nadzieję i wierzymy, że jeszcze bardziej ułatwiamy naszym warsztatowym Dziewczynom spełnienie ich marzeń.
*
*
W głębi każdej bawełnianej torby oprócz planera czekał jeszcze kubek Akademii Płodności – endoeliksir i inne płodne płyny z tego kubka mają supermoc 🙂
*
*
Z redakcją magazynu „Chcemy Być Rodzicami” znamy się i współpracujemy od dawna, więc wiedziałyśmy, że gdy zwrócimy się do nich z prośbą o bycie jednym ze sponsorów, na pewno nam nie odmówią… Ale nie spodziewałyśmy, że dostaniemy od nich aż tyle! Oprócz papierowych egzemplarzy gazety Dziewczyny dostały roczną prenumeratę w wersji elektronicznej, którą będą mogły teraz przez rok czytać na tabletach, telefonach czy komputerach.
*
*
Dzięki temu, że nasza praktyka trwa od wielu lat i mamy na koncie wiele szczęśliwych finałów, doskonale wiemy, na co trzeba zwrócić uwagę, aby poprawić płodność. W ramach indywidualnych porad Dziewczyny dowiedziały się rzeczy, o których wcześniej mimo wieloletnich starań nie miały pojęcia. Najwspanialsze jest to, że sumienne przestrzeganie naszych wskazówek zaowocowało obficie już miesiąc po warsztatach.
*

*

Fizjoterapia dla płodności

*

Bardzo ważnym, pełnym emocji i oczyszczających łez spotkaniem okazały się zajęcia z fizjoterapeutką Moniką Romanowską. Po warsztatach dziewczyny mówiły, że to właśnie Monika odblokowała w nich te„zapadki” – niektóre z nich pozwoliły sobie na łzy pierwszy raz od kilku lat… Warsztat zaczął się od części teoretycznej. Monika najpierw chciała wytłumaczyć złożoność procesów, zachodzących w kobiecym ciele, oraz jego budowy – to aspekty kluczowe, gdy w grę wchodzi problem z płodnością. pło Totalna magia zaczęła się, gdy prowadząca przeszła do części praktycznej i pod jej dłonie trafiały po kolei brzuchy kolejnych dziewczyn.
*
*

Totalna magia zaczęła się, gdy prowadząca przeszła do części praktycznej i pod jej dłonie trafiały po kolei brzuchy kolejnych dziewczyn.

– Masz owulację z prawego jajnika teraz. – Tak…

*

*

Dziewczynom, które przeszły w swoim życiu operacje, naciskała na brzuch z jednej strony, pokazując nam, jak ciągnie pooperacyjny zrost, który zaczyna wciągać się w głąb brzucha zupełnie gdzie indziej!

-Powiedz mi tylko, jak masz na imię i ile masz lat.

Głębokie zrosty, mięśniaki, ciąże pozamaciczne, endometriozy, poronienia, niewłaściwe ułożenie macicy –to wszystko wychodziło w trakcie sesji, gdy dłonie Moniki przesuwały się centymetr po centymetrze po brzuchach dziewczyn.

–  Wiesz, że nie mogę patrzeć na siebie w lustrze? Nienawidzę patrzeć na swój brzuch, nawet jak go myję, to robię to jak najszybciej potrafię.

–  Wiesz, że ja nie płakałam przez ostatnie dwa lata ani razu? Nie wyszło kilka inseminacji, in vitro, nieprzeszliśmy badań w ośrodku adopcyjnym i zamknęłam się w sobie na dwa lata. Nie uroniłam ani jednejłzy, a teraz płaczę tak, że mam całą bluzkę mokrą!

*

*
Niektóre z dziewczyn patrzyły na to wszystko z niedowierzaniem, z lekką rezerwą, trochę na zasadzie „o co w tym wszystkim chodzi?” i kiedy przychodziła ich kolej i trafiały na łóżko Moniki po chwili dłuższej lub krótszej – rozumiały. Zanosiły się łzami, gdy okazywało się, że zaczęła dotykać właśnie tam, gdzie np. pękł jajowód, bądź gdzie jest mięśniak – tamy puszczały i uczestniczki warsztatów wylewały z siebie łzy, a wraz z nimi te bóle i ciężary, które przez lata nosiły w sercach.
*
*

Endometrioza rozsiana po całej otrzewnej nie pozwalała jednej z dziewczyn wziąć głębszego oddechu, gdy Monika próbowała pracować manualnie na jej brzuchu – tak bardzo bolesne to dla niej było. Terapia byładwuetapowa, najpierw przed obiadem, później jeszcze chwilę po.

– Otwórz oczy teraz i zobacz jak głęboko jestem już palcami w Twoim brzuchu, zobacz to, na ile mi już pozwalasz bez bólu – powiedziała w pewnym momencie Monika.

Popatrzyłyśmy na jej dłonie – były zanurzone po drugi paliczek, a wcześniej dała się dotknąć uciskiem najwyżej do pierwszego paliczka. Terapia manualna, którą wykonują fizjoterapeuci, musi być stosowana systematycznie. To jedno spotkanie z Moniką nie uzdrowiło Dziewczyn (choć niektóre czuły się oczyszczone duchowo), ale dało im świadomość tego, jak wiele mogą zmienić poprzez szukanie takiej właśnie pomocy. Część z nich znalazła w pobliżu swoich miejsc zamieszkania specjalistów fizjoterapii, do których uczęszczają. Natomiast są też takie Dziewczyny, które przemierzają wiele kilometrów, by to właśnie Monika była ich terapeutką.

*
*
Po złapaniu kilku oddechów, chwili wytchnienia, zabrałyśmy się za przeprowadzenie ostatniego zaplanowanego na ten dzień wykładu. „Jak zwiększyć szansę na implantację i poprawić grubość endometrium?”. Sposobów jest na szczęście cała masa i omawiałyśmy je wszystkie szczegółowo. Jednym z ważniejszych, o którym niestety często zapominamy, jest właściwie nawodnienie. Kiedy zaniedbujemy ten niesamowicie istotny filar, to można powiedzieć, że utyka wszystko – między innymi zdolność percepcji i efektywność przyswajania nowej wiedzy. Kiedy zauważyłyśmy, że nasze Dziewczyny powoli zaczynają się rozpraszać (może to odwodnienie od utraty łez?), mogłyśmy wreszcie pokazać im kolejną niespodziankę, którą zdecydowała się im podarować firma Aquaphor. Za filarem czekały ponad 4 litrowe dzbanki filtrujące wodę, które wręczałyśmy z wielkimi uśmiechami równie uśmiechniętym uczestniczkom 🙂
*
*
Starałyśmy się jak najbardziej ułatwić Dziewczynom wypełnianie zaleceń i stosowanie się do nowychnawyków żywieniowych, o których uczyłyśmy je przez ten intensywny weekend. Super jest sprawiaćludziom radość – uwielbiamy to!
*
*
Zbliżała się pora kolacji. I tu po raz kolejny weszła Pani Ania cała na biało – to, jak dobrze ta kobieta stanęłana wysokości zadania wywiązując się z naszych „próśb” dietetycznych, jest po prostu nieprawdopodobne. Na wege-kolację rozkoszowałyśmy się nadziewanymi bakłażanami, faszerowaną cukinią i różnymipysznymi przystawkami. Był nawet pietruszkowy napój, który zresztą przysporzył nam nie lada kłopotów, gdy zaginęła zatyczka do thermomixa i byłyśmy zmuszone improwizować – chochlikowych potyczek ciągdalszy. Po pysznej uczcie, podczas której oczywiście rozmowy trwały w najlepsze, przyszedł wreszcie czas na zdecydowanie dłuższą chwilę na oddech. Uczestniczki mogły skorzystać z całej strefy SPA – jedne oddawały się przyjemnościom na masażach, inne w saunie, inne na koloroterapii. Część Dziewczyn wybrała spacer, a jeszcze inne huśtawkę i rozmowy na kocu na zielonej trawie.

*

Magiczny wieczór emocji

*

Ostatnim elementem, jaki przygotowałyśmy dla uczestniczek na sobotę, był wieczór emocji. W sali, w której się odbywał, pojawiłyśmy się na długo przed Dziewczynami – chciałyśmy wszystko idealnie przygotować. Założenie było takie, żeby każdej z nich zapewnić przytulny, klimatyczny kącik, gdzie będzie mogła zostać sam na sam z własnymi myślami, przeżyciami i emocjami. Po całej sali porozkładałyśmy wielkie poduszki, pompowane fotele i koce, nie zabrakło też naszej towarzyszki – pompowanej biedronki Stefanii. Zależało nam na tym, by zapadł zmrok, by zrobiło się nastrojowo, ponieważ podczas tego spotkania światło dawały nam jedynie porozstawiane lampiony, lampeczki i świece – rozstawiłyśmy ich naprawdę mnóstwo. A jakie to były świece! Z pomocą w doszczętnym rozpieszczaniu Dziewczyn przyszła firma Biosensual i podarowała dla każdej uczestniczki świeczkę rozpieszczającą każdy zmysł. Taka „wszystkorobiąca” świeca Biosensual wykonana jest w całości wyłącznie z naturalnych składników. Oprócz tego, że tworzy wspaniały klimat i rozpieszcza zmysły pięknymi zapachami, to jeszcze jej ciepły, roztopiony wosk idealnie nadaje się do masażu. Świece mają piękne nazwy: „Nadzieja”, „Miłość”, „Afrodyzuje” czy „Magiczny czas”.

*
*
Ta o nazwie „Miłość” np. ma „wysmakowany zapach, podsyca płomień miłości w relacji. Subtelnie otula zmysły zapachem ambry i trawy cytrynowej”, „Afrodyzuje” natomiast to „wibrujący aromat olejku ylang ylang, znanego afrodyzjaku, połączony z terapeutycznymi właściwościami sosny rozpali ogień namiętności gdy ciepłym olejkiem będziecie masować swoje ciała”.

Dokładnie te świeczki czekały porozstawiane po całej sali na dziewczyny – każda wybierając swoje miejsce znajdowała też piękne tekturowe pudełko, a w nim świeczkę, która sama ją wybrała 🙂 Dziewczyny pojawiły się punktualnie, ubrane w dresy i swoje najwygodniejsze ubrania – dokładnie tak, jak prosiłyśmy. Wieczór emocji to spotkanie, na którym naprawdę bardzo nam zależało. Wiedziałyśmy, jak wielką dawkę miłości i troski chcemy przez to wydarzenie podarować i naprawdę długo się do niego przygotowywałyśmy. Stworzenie całych warsztatów wymagało od nas wielkiego zaangażowania, począwszy od spraw organizacyjnych, pozyskiwanie sponsorów, poprzez wykłady merytoryczne, na wieczorze emocji kończąc. Doskonale zdajemy sobie sprawę, jak ciężkie jest doświadczanie niepłodności na co dzień, znamy posmaki goryczy i wszystkie odcienie szarości, które mu towarzyszą. Znamy kaliber ran, zaniedbań, trupów pochowanych w szafie – bardzo chciałyśmy Dziewczyny choć od części tego uwolnić. Kiedy już każda z nich usadowiła się na swoim miejscu, zaczęłyśmy od wykonania zadania mającego uświadomić im, które sfery życia są przez nie zaniedbywane, które kuleją, które odebrała im niepłodność. Wspólnie szukałyśmy odpowiedzi: dlaczego tak się stało, i starałyśmy się znaleźć rozwiązanie. Te Dziewczyny, które chciały się podzielić swoimi wynikami i przemyśleniami na głos, mogły to zrobić na forum przed całą grupą. Resztaodpowiadała w głębi serca. Piękne było to, że Dziewczyny pozwoliły sobie na totalną swobodę w wyrażaniu uczuć (o co je zresztą poprosiłyśmy)

„Nie stopuj płaczu, jeśli masz ochotę płakać – rób to. Jeśli masz ochotę szlochać, ryczeć i wyć – po prostu to rób”.

Posłuchały się – tamtego wieczoru wraz ze łzami i szlochem ich ciała opuszczały wszystkie emocje kumulowane przez długie miesiące, lata. Zapas chusteczek higienicznych okazał się bardzo przydatny. Zadawałyśmy im pytania. Szczegółowo odpowiedzieć na nie miały sobie w sercu, a na kartkach zapisywać jedynie hasła-skojarzenia, w pełni zrozumiałe tylko dla nich. Czasami pytania poruszały te najbardziejwrażliwe struny. Dawałyśmy czas na odpowiedź, miejsce na emocje i przestrzeń, by się z tym zmierzyć. Karteczki się zapełniały, chusteczki się kończyły – przyszedł czas, by grubą linią odciąć przeszłość, wziąć głęboki oddech i zacząć od nowa. Tej nocy wraz z ogniem w niebo poszło wszystko, co złe. Wybaczyły sobie wiele. Wykrzyczały, wywrzeszczały nienawiść, złość i krzywdy. A później… A wiecie, co później? Później nie mogło stać się nic piękniejszego – wszystkie zaczęły się tulić, trzymać za ręce i mówić wzajemnie przemiłe rzeczy. Patrzyłyśmy na Nie z oczami pełnymi łez i obydwie miałyśmy wrażenie, że pozwoliłyśmy odnaleźć się siostrom, które gdzieś kiedyś bardzo dawno temu się zgubiły, ale przez ten czas bardzo za sobą tęskniły.

*
*
Tej nocy zarówno my, jak i Dziewczyny bardzo długo nie mogłyśmy zasnąć. Uniesienia i poruszenia serc dawały o sobie znać do późnych godzin nocnych. Niedziela, choć po lekko za krótkiej nocy, zaczęła się punktualnie śniadaniem, a po nim zostały nam jeszcze dwa bloki tematyczne do omówienia: „Płodne zakupy” oraz „Jak tryb życia wpływa na parametry nasienia?”. Po obiedzie, podczas którego Pani Ania po raz kolejny spełniła nasze dietetyczne marzenia (pieczona ryba, kasza i kiszonki) zabrałyśmy się za indywidualne konsultacje dietetyczne wraz z pomiarami na analizatorze. Później nadszedł nieubłaganie czas pożegnania i naprawdę, naprawdę trudno było nam się rozstać…

*

„To był weekend nowego startu”

 


*

*

*

*

*

*

*

A teraz? Kilka miesięcy po tych zajęciach nasze warsztatowe siostry nie przestają nas zaskakiwać spełniając nasze najskrytsze marzenia. Chciałyśmy im dać siebie – to była jedna z najważniejszych motywacji, gdy zbliżały się myśli w stylu „Boże, nie damy rady…”. Wyobrażałyśmy sobie, że nasze Dziewczyny połączą się w grupki dwu-, maksymalnie trzyosobowe. Wiecie, co robią? WSZYSTKIE mają CODZIENNY kontakt na grupie, którą stworzyły po warsztatach. Dodatkowo w mniejszych grupkach odwiedzają się w szpitalach, przynosząc sobie zdrowe posiłki i troszcząc się jedna o drugą.

Zosia:

– Kiedy ostatnio miałam gorszy czas, złe wiadomości uderzały z każdej strony jak jakieś szalone gradobicie, kolejni lekarze, u których szukałam pomocy, rozkładali ręce, pewnego dnia do drzwi zadzwonił dzwonek. Gdy otworzyłam, ujrzałam człowieka z wielkim bukietem kwiatów w garści, który oświadczył, że to bukiet dla Zofii Mazurek-Dudek. W załączonym liściku znalazłam wyjaśnienie tej zagadki.

 

 

Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei.

Zosiu, jesteśmy z Tobą całym sercem, walczymy razem dalej.

Twoje Dziewczyny z warsztatów”

– Gdy przestałam wyć, zrozumiałam szybko, że po pierwsze wyrównujemy rachunki „łzowe” i po prostu odwróciły się role nasze i Dziewczyn, a po drugie, że mam w zasięgu ręki również ziemskie anioły i nic mi nie straszne!

*

To tylko część z warsztatowych owoców, którymi cieszymy się od jakiegoś czasu.

A wiecie, co jest najsuper? Czekamy już na dwa „warsztatowe” maluchy! AAAA! <3 I, co najważniejsze, ani ciocia Zosia, ani ciocia Ania nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa! To dopiero 2,5 miesiąca…

*

*
Poznałyśmy piękne Istoty. Piękne kobiety o ciepłych sercach i doświadczeniach, z których mogłybyśmy się uczyć i chłonąć ich historie bez końca. Usłyszałyśmy wielokrotnie, że „zmieniłyśmy ich życie” i to najlepsze podziękowanie. Ale i One zmieniły nas… Zapowiadałyśmy, że kolejna edycja warsztatów za rok. Nie zdawałyśmy sobie jednak sprawy, że warsztaty mają  taką moc, dlatego też zdecydowałyśmy się zrobić kolejną edycję nieco wcześniej.
*
Kolejne warsztaty odbędą się już w STYCZNIU
11-13.01.2019
*
Nie planowałyśmy tego, ale wiemy i widzimy jak bardzo są one potrzebne. Z otwartymi ramionami, kochaną Panią Anią, biedronką Stefanią i całą resztą dobrych ludzi, których zamierzamy spotkać po drodze serdecznie Cię na nią zapraszamy.

*

Ania i Zosia